Impas w sprawie przeprowadzki otaczarni?

39
140

Poprzednie władze się zobowiązały, obecne obiecały. Ile są warte zapewnienia raciborskich włodarzy?

Płonia czeka, a terminu brak. Wokół tematu przenosin asfalciarni PRD, który od lat rozpala emocje i skłania lokalnych samorządowców do wielogodzinnych dyskusji, nagle zapanowała zmowa milczenia. Otaczarnia, która nie daje żyć mieszkańcom dzielnicy, smrodząc, hałasując i brudząc na potęgę, miała zniknąć z krajobrazu Raciborza w marcu tego roku. Wszystko wskazuje na to, że mimo zapewnień obecnego prezydenta z czasów kampanii wyborczej, problemu nie da się tak łatwo rozwiązać.

Nastroje społeczne

Przetrwanie zakładu, zachowanie miejsc pracy dla kilkudziesięciu osób i kontynuowanie produkcji asfaltu we własnym zakresie z jednej strony, zdrowie i komfort mieszkańców z drugiej. Przenosiny otaczarni miały być kompromisem, który zadowoli wszystkie zwaśnione strony. Sprawa ma swój początek wiele lat temu, gdy istnieniu asfalciarni zaczęli sprzeciwiać się mieszkańcy Płoni, szczególnie ci mieszkający kilkaset metrów od PRD.

Od słów przeszli do czynów, zgłaszając, ich zdaniem, szkodliwą działalność zakładu przeróżnym organom kontrolnym. W końcu władze miasta i spółki zdecydowały się pójść raciborzanom na rękę. Ograniczono czas pracy otaczarni do czterech godzin dziennie, a także zainwestowano w wiele nowoczesnych rozwiązań, dzięki którym – jak twierdził prezes Wrazidło – wytwarzanie asfaltu miało odbywać się w zgodzie z ochroną środowiska i zdrowiem mieszkańców. Zaledwie czterogodzinna produkcja obniżyła jednak konkurencyjność spółki na rynku, a na dłuższą metę, zgodnie z wyliczeniami samego zakładu, blokowała możliwości jego rozwoju.

Protest i wizja lokalna

Już wtedy pojawiły się pierwsze pomysły przeniesienia otaczarni. Padło na Nowe Zagrody, w pobliżu Rafako, przy starej wagonowni PKP. Ówczesny gospodarz miasta Mirosław Lenk przeprowadził konsultacje i wizję lokalną z udziałem mieszkańców, które nie napawały optymizmem. Włodarze mieli bowiem przeciwko sobie już nie tylko raciborzan z Płoni, ale i Nowych Zagród. Sprawą zajęła się Rada Miasta Racibórz, a w RCK zorganizowano pamiętne spotkanie z mieszkańcami, które zakończyło się głośnym protestem w nerwowej atmosferze, z użyciem transparentów i obrzucaniem się oskarżeniami.

Protest koniec końców przyniósł korzyść. Prezydent zrezygnował z przeniesienia otaczarni na Nowe Zagrody, co stanowiłoby spory koszt i wywołało nową falę sprzeciwu, tym razem w innej dzielnicy.

Obietnice a rzeczywistość

Decyzja o przyszłości wytwórni należała do Rady Miasta. Władze PRD przygotowały dla radnych miejskich cztery możliwości wyjścia z sytuacji, wśród których najkorzystniejszą okazała się przeprowadzka otaczarni poza Racibórz. Tylko w taki sposób można było zakończyć protesty mieszkańców, utrzymać PRD, a więc i miejsca pracy.

Ustalony termin mija za miesiąc. Na przenosiny w poprzedniej kadencji nalegali głównie radni z opozycji, ci sami, którzy teraz rządzą miastem. Poproszeni o komentarz, co dalej wydarzy się w tej sprawie, milczą lub “nie chcą za dużo mówić, bo okoliczności są trudne”. O dziwo, wypowiadać nie chcą się także radni opozycyjni, podkreślając, że “to dla dobra sprawy”. Przypomnijmy, że o przenosinach mówił jeszcze podczas kampanii obecny prezydent Dariusz Polowy. Jak zapewnia, jest w stałym kontakcie z mieszkańcami, ale nie zagwarantuje, kiedy asfalciarnia zniknie z Płoni. Czy stanie się to jeszcze w tym roku? Wiele wskazuje na to, że nie.

Mariusz Zemann