Nowy naczelnik oświaty budzi wątpliwości radnych i środowiska

1
84

Nie milkną echa w sprawie wyboru Krzysztofa Żychskiego na stanowisko naczelnika Wydziału Edukacji, Kultury i Sportu w raciborskim magistracie.

Radny Michał Kuliga na ostatniej marcowej sesji rady miasta w swojej interpelacji zarzucił prezydentowi Dariuszowi Polowemu szereg nieścisłości w procedurze naboru nowego kierownika. Pewne obawy ma również prezes raciborskiego ZNP – Teresa Ćwik.

W ogłoszonym 1 lutego br. przez ratusz konkursie wystartowało siedmiu kandydatów. Ich dane osobowe nie podlegają ujawnieniu na podstawie obowiązujących przepisów. Jak wiadomo jednak, wśród osób ubiegających się o fotel prezydenta znaleźli się m.in. były kurator oświaty, radna z obozu KWW Michała Fity czy byli podwładni Roberta Myśliwego, który piastował stanowisko naczelnika WEKiS do tej pory. 42-letni Krzysztof Żychski jako ostatni złożył swoją kandydaturę i wygrał.

Sam zainteresowany znany jest wąskiemu gronu osób w Raciborzu z tego, że był przedsiębiorcą, który przez 20 lat działał w branży tekstylnej (bielizna i odzież). Do tej pory politycznie się nie udzielał z wyjątkiem pracy w miejskim komitecie wyborczym, gdzie reprezentował ugrupowanie obecnego prezydenta miasta. Krzysztof Żychski ukończył zarządzanie i ekonomikę oświaty na Wyższej Szkole Zarządzania i Administracji w Opolu.

Objęcie przez niego stanowiska naczelnika bardzo ważnego wydziału wzbudziło w mediach i nie tylko szereg wątpliwości, czy poradzi on sobie z tak delikatną materią, w dobie dodatkowego kryzysu spowodowanego niedawną reformą szkolnictwa, zbliżającym się nieubłaganie strajkiem nauczycieli – zapowiadanym na 8 kwietnia. Sam zainteresowany w wywiadach prasowych udzielonym lokalnym mediom twierdzi, że stojące przed nim problemy są do przezwyciężenia, gdyż mimo że nie pracował bezpośrednio w środowisku oświatowym, ze wszystkimi nowinkami był na bieżąco.

– Znam teorię zarządzania oświatą. Wiem, jak funkcjonuje system oświaty. Choć systemy nauczania zmieniły się przez lata, to zarządzanie placówkami, to, jak to wszystko funkcjonuje, jest oparte na tych samych zasadach co wcześniej. Weszły nowe technologie, jakaś rewolucja się dokonała, ale ja to śledziłem na bieżąco – mówił nowy naczelnik tygodnikowi Nowiny.

Wątpliwości co do tego ma radny miejski Michał Kuliga, który w formie interpelacji zgłosił je na marcowej sesji rady miasta. W swoim wystąpieniu zwracał on szczególną uwagę na, jego zdaniem, uchybienia formalne, które zostały popełnione przy wyborze nowego naczelnika. Radny miał tu na myśli przede wszystkim obniżenie wymagań konkursowych względem tych, które definiują w takiej sytuacji odpowiednie akty normatywne. Mowa tutaj o Ustawie o Pracownikach Samorządowych z dnia 21 listopada 2008 r. oraz Rozporządzeniu Rady Ministrów z dnia 15 maja 2018 r. w sprawie wynagradzania pracowników samorządowych, który jest aktem wykonawczym do ustawy wyżej wymienionej. W dokumentach tych są jasno określone wymagania, które musi spełnić urzędnik obejmujący funkcję kierowniczą w jednostce samorządowej. Załącznik nr 3 do przywołanego rozporządzenia w tabeli II lit. D pozycja 2 /w tabeli/ określa minimalne wymagania dla stanowiska naczelnik wydziału:
– wykształcenie wyższe,
– staż pracy – lat 5.

M. Kuliga zauważa, że wymagania konkursowe mówiły o 3 letnim stażu pracy. – Na podstawie jakiego przepisu oraz z jakiego powodu obniżono w ogłoszeniu o naborze Naczelnika WEKiS wymagany minimalny staż pracy z lat 5 na lat 3? Czyja to była decyzja i kto ostatecznie zatwierdził treść ogłoszenia z obniżonym wymaganym stażem pracy? Czy konkurs z ogłoszeniem niezgodnym z wymogami rozporządzenia rady ministrów ws. wynagradzania pracowników samorządowych powinien być uznany za ważny? – pytał radny prezydenta miasta.

Na wspomnianej sesji rady miasta prezydent Polowy w żaden sposób nie odniósł się do zarzutów i pytań opozycyjnego radnego. Z odpowiedzią na wszystkie pytania trzeba będzie poczekać do czasu, kiedy D. Polowy ustosunkuje się do interpelacji na piśmie.

O nowym naczelniku ostrożnie wypowiada się szefowa regionalnych struktur ZNP Teresa Ćwik. – Nie ferowałbym wyroków na podstawie jednego spotkania, w którym brałam udział. Za wcześnie, żeby oceniać, czy jest to osoba kompetentna do zajmowanego stanowiska – mówiła nam szefowa ZNP. T. Ćwik ma jednak pewne obawy związane z zapowiadanym przez nowego naczelnika stylem zarządzania oświatą, opartym na strategii biznesowej. – Działka oświatowa jest bardzo delikatną materią i jeżeli się komuś wydaje, że w oświacie można funkcjonować na zasadzie przedsiębiorstwa, to jestem prawie pewna, że stanie się to ze szkodą dla placówek. To jest całkiem inna forma zarządzania, w oparciu o inne przesłanki. Tutaj nie można spoglądać tylko na wynik finansowy, a odnoszę wrażenie, że to jest głównym celem działania nowych władz – tłumaczy prezes regionalnego ZNP. Wieloletnia nauczycielka zauważa również, że już niedługo K. Żychski stanie przed bardzo trudnym egzaminem. Mowa tutaj o podwójnym roczniku uczniów (klasy VIII i III gimnazjum), który wychodzi ze szkół. To będzie się wiązało ze zwolnieniami nauczycieli. – Ci ludzie mogą zostać podwójnie skrzywdzeni. Raz już zostali przez wprowadzoną reformę szkolnictwa, teraz mam sporo obaw, jak zostanie rozwiązana sprawa ich zwolnień, które niestety na pewno nastąpią – martwi się T. Ćwik. Zgodnie z literą prawa zwolnienia nauczycieli powinny nastąpić na mocy Art.20 Karty Nauczyciela, który mówi o konieczności wypłaty odprawy w wysokości 6 miesięcznych pensji. – Obawiam się jednak, że samorząd będzie starał się unikać takiego rozwiązania i będzie szukał innych możliwości prawnych zwolnienia nauczycieli – dodaje.

Pewnym jest jedno. Krzysztof Żychski stoi przed ogromnymi wyzwaniami, które dodatkowo potęgowane są przeprowadzoną wprędce reformą edukacji, protestem nauczycieli oraz z roku na rok rosnącymi kosztami miejskiej oświaty. Czy sobie z tym poradzi? Czas pokaże.

Mariusz Zemann