A. Wierzbicki: Wyciąganie ręki po pieniądze od Niemiec nie posłuży już tym, którzy tamto piekło przeżyli

41
247
artur wierzbicki
Artur Wierzbicki.

Irytuje mnie, kiedy życie Polaków można wycenić i tak zwyczajnie wstawić do tabelki Excela. Podejrzewam, że mówienie o niemieckich krzywdach to raczej kolejny akt polityki wewnętrznej i mobilizowania własnego elektoratu PiS-u – radny Platformy Obywatelskiej komentuje dążenia rządu Prawa i Sprawiedliwości o odszkodowania za straty wojenne od Niemiec. 

Niedawno w Raciborzu posłowie Arkadiusz Mularczyk i Marek Jakubiak przedstawili kwestię reparacji wojennych od Niemiec dla Polski. O komentarz do artykułu Za każdą polską ofiarę II Wojny Światowej Niemcy powinni zapłacić milion dolarów poprosiliśmy Artura Wierzbickiego, radnego rady powiatu raciborskiego, członka Platformy Obywatelskiej:

Urodziłem się trzydzieści lat po wojnie. Moi dziadkowie przeżyli II wojnę światową. Byli młodsi niż ja teraz, kiedy Hitler i Stalin napadli na Polskę. Nie zapytam ich o sprawy reparacji za lata wojny i pracę niewolniczą. Nie żyją. Większość osób, która przeżyła wojnę już nie żyje. Wojna zakończyła się 73 lata temu. Dziś ktoś się budzi i mówi, że za każdą polską ofiarę II wojny światowej Niemcy powinni zapłacić milion dolarów. Nie zapominamy oczywiście o milionach godzin roboczych, które przepracowali Polacy na robotach przymusowych.

Wychowałem się w czasie, kiedy o losach Polaków w czasie zniewolenia mówiło się w kategoriach walki i martyrologii. Nie ukrywam, że pojawiały się sprawy pieniędzy. Byłem świadkiem kiedy moja babcia otrzymała list z Fundacji Polsko-Niemieckiej „Pojednanie”, w którym poinformowano ją, że teraz jest wyplata zadośćuczynienia dla osób, które były dorosłe w czasie wojny. Babcia, jako małoletnia Polka, była zmuszona do pracy niewolniczej na rzecz III Rzeszy, ale teraz musi poczekać. Czy otrzymała coś? Nie wiem. Teraz czytam na stronie fundacji, że świadczenie wynosiło 1000 PLN. O takich pieniądzach mówimy.

Irytuje mnie, kiedy życie Polaków można wycenić i tak zwyczajnie wstawić do tabelki Excela. Może tak trzeba. Czytam, że 13 mln obywateli straciło życie bądź zostało w inny sposób poszkodowanych. Ktoś, kto potrafi liczyć duże pieniądze, przeliczył i wychodzi 3 bilony złotych reparacji.

Mądrzejsi ode mnie w prawie, wydają opinie prawne, czy z Niemcami mamy uregulowane sprawy odszkodowań. Wiem jedno, wyciąganie ręki po pieniądze, nie posłuży już tym, którzy tamto piekło przeżyli. Może docelowo coś mają otrzymać. Kto to jednak podzieli? Obecny rząd? Może powstanie nowy instytut państwowy? Chyba już wiem, kto zostanie jego szefem.

Premier Jarosław Kaczyński, prezes PiS, mówi „tu chodzi nie tylko o środki materialne, tu chodzi o nasz status, o nasz honor. Żądanie to jest całkowicie poważne”. Zakładam, że Niemcy ulegną sile argumentów posła Arkadiusza Mularczyka, szefa sejmowego zespołu ds. reparacji wojennych i zapłacą całą kwotę. Więc, mogę przyjąć, że odkupią tak winy za swoich przodków po 73 latach. Jak te pieniądze spożytkujemy? To raczej otwarte pytanie. Nie mówię o nagrodach dla członków rządu i jakiś ponadnormatywnych płatnościach służbowymi kartami płatniczymi.

Jeżeli rozliczamy jednego barbarzyńcę za napaść to dlaczego nie mówimy głośno o rozliczeniu drugiego barbarzyńcy z tamtych lat? Panowie, ten sam Excel i wyliczmy sukcesora prawnego ZSRR, bo chyba bardziej honorowo wstać z obu kolan niż tylko z jednego. Prawda, że jest coś niespójnego w nowej polityce historycznej.

Czytam, że negocjacje w sprawie reparacji prowadzi się raczej na poziomie ministerstwa spraw zagranicznych w zaciszu gabinetów, a nie przez komunikaty medialne, bo chyba chcemy ugryźć niemieckie pieniądze. Boli mnie, to, że osoby, które były poszkodowane raczej nie zobaczą tych pieniędzy, a to przecież na wyliczeniach ich krzywdy Polska walczy specyficznie o honor. Podejrzewam, że mówienie o niemieckich krzywdach to raczej kolejny akt polityki wewnętrznej i mobilizowania własnego elektoratu PiS-u.

Artur Wierzbicki

publ. /ps/