Szczęśliwe dzieciństwo

9
65
szczesliwe dziecinstwo

Czy konsumpcyjny świat XXI wieku pochłonął także najmłodszych?

Jakiś czas temu media obiegła informacja o nowatorskim pomyśle Ministerstwa Zdrowia. Zaproponowano bowiem, aby nałożyć na szkoły i przedszkola odgórny zakaz odwiedzania sieci restauracji McDonald’s podczas wycieczek tych placówek. Oczywiście w sieci znaleźli się zwolennicy, jak i przeciwnicy tego pomysłu. Spora grupa stwierdziła, że od hamburgera jeszcze nikt nie umarł, a wizyta w restauracji „pod złotymi łukami” może być atrakcją dla tych mniej zamożnych lub żyjących na peryferiach miasta. Idźmy jednak dalej, bo wydaje się, że nie jedzenie jest tu hasłem kluczowym. Dzieci rzeczywiście chętnie stołują się w znanych na całym świecie sieciówkach, pomysł MZ wydaje się jednak nieco spóźniony. Obserwując młodych, nietrudno zauważyć, że „Mak” odchodzi już do lamusa. Teraz młodzież spotkamy w modnych knajpkach z neonami i ścianką do fotek na insta. Problem więc leży nie w diecie, a w narzuconych przez społeczeństwo wzorcach. Nawet tak prosta czynność jak zjedzenie śniadania może być podyktowana chęcią wykreowania idealnego życia. W dobie internetu i permanentnego statusu online drogę postępowania wytaczają idole na instagramie. Wydaje się, że ekonomiczne podejście nie ma tu racji bytu, bo kubek kawy z własnym imieniem warty jest dla młodych największe pieniądze. Co zatem napędza machinę mody i kreowania idealnej rzeczywistości? Presja społeczeństwa, strach przed odrzuceniem czy może próba wypełnienia i zatuszowania wewnętrznych braków? O ile młodzi mają już swój rozum i sami decydują o osobie, o tyle dziwi zachowanie młodszych dzieci. Wizyta w „maku” i drogocenny zestaw z zabawką może być największą atrakcją dnia. Zastanawia więc fakt, czy tak szybko można ulec pięknym hasłom marketingu czy może udział mają w tym rodzice? Możliwe, że wielu z nich żyło skromniej w latach swojej młodości, więc dla pociech chcą wszystkiego, co najlepsze. W takim wypadku łatwo popaść w pułapkę konsumpcjonizmu, zasiewając w młodych głowach sympatię do wszystkiego, co najmodniejsze i najdroższe. Nie należy jednak zapominać o tym, co tak naprawdę definiuje to, kim jesteśmy, bo materialne rzeczy mogą szybko zniknąć, zabierając ze sobą złudne poczucie własnej wartości. Wracając do punktu wyjścia, nasuwa się wniosek, że pomysł MZ jest nie dość, że spóźniony, to nie do końca trafny. Społeczeństwo wymaga raczej nie zakazów, a edukacji. Edukacji o tym, jak nie ulegać modzie i kierować się własnym rozsądkiem, a nie oczekiwaniami innych. Nawet, wydawałoby się, w tak prostych decyzjach, jak to, gdzie jemy.

c
Fot. freepik