Podkreśla Pan, że działania na rzecz ograniczenia tzw. niskiej emisji są w Raciborzu podejmowane od dawna, a inne miasta mogłyby czerpać z naszych doświadczeń. Czy mógłby Pan rozwinąć to spostrzeżenie?

Często porównujemy się z sąsiednimi miastami i patrzymy jak one radzą sobie ze smogiem. Takim wzorem jest dla nas np. Rybnik. Nasz Alarm Smogowy zaprosił niedawno smogowców z Rybnika, żeby pokazali nam, jak mamy walczyć ze smogiem. Ale myślę, że to Rybnik powinien się uczyć od Raciborza. Bo my politykę ograniczenia niskiej emisji prowadzimy systematycznie od 1998 r., więc już prawie 20 lat! Rybnik zaczął w ubiegłym roku i życzymy im szczęścia, bo mają tam naprawdę wielki problem. My oczywiście też i też będziemy się od nich uczyć, jeśli będą mieć jakieś nowe, dobre rozwiązania. Problemem wielu gmin jest rozważenie, na ile ograniczyć spalanie węgla…

My w ostatnich pięciu, sześciu latach zmodernizowaliśmy prawie 2000 kotłowni, z czego ok. 80% obejmowało zmianę ogrzewania węglowego na gazowe, co jest zdecydowanie bardziej korzystne dla środowiska. Dotujemy również pompy ciepła i kolektory słoneczne, które wpływają na zużycie paliw stałych, zwłaszcza w przypadku ogrzewania wody, szczególnie latem. Dotujemy też przyłączanie się do systemu miejskiego ogrzewania, tzw. PEC-u, a od 2008 r. również modernizację kotłowni węglowych poprzez instalację wysokiej klasy kotłów retortowych. Uważam, że powinniśmy wspierać przede wszystkim podłączenie się do sieci miejskiej i przełączanie na gaz, ale dopóki WFOŚiGW i NFOŚiGW będą wspierać gminy i mieszkańców w zakresie modernizacji systemów opartych o węgiel, to będziemy oczywiście z tego wsparcia korzystać. Bo te programy cieszą się rzeczywiście największym wzięciem.

No właśnie, jak do tego tematu podchodzą raciborzanie? Bo przecież tak naprawdę to od nich zależy, czy te wszystkie systemy wsparcia przyniosą oczekiwane efekty.

Najpierw muszę podkreślić rolę Alarmu Smogowego, który rozpoczął mocną kampanię, trochę może nas strasząc… Ale może to dobrze, bo czasem przekonanie się, że coś nam naprawdę szkodzi, lepiej wpływa na zmianę w naszym zachowaniu. No więc działanie Alarmu, do tego zaangażowanie mediów, internautów, ale też nasza kampania informacyjna, nasze ulotki sprawiły, że zainteresowanie wymianą źródła ciepła jest wielokrotnie większe niż w latach ubiegłych. W tym roku mamy już złożonych ponad 200 wniosków, a zwykle było to kilkadziesiąt, maksymalnie 100 wniosków rocznie. A teraz szacujemy, że to zainteresowanie będzie trzykrotnie większe i w tym roku zmodernizujemy 300 kotłowni.

Oczywiście mieszkańcy interesują się głównie kotłami węglowymi retortowymi, bo można na nie uzyskać do 12 tys. zł z WFOŚiGW. I chociaż my z gminnych funduszy nie dotujemy węgla, tylko gaz, podłączenie do miejskiej sieci ciepłowniczej, solary i pompy ciepła, to oczywiście pomagamy tym, którzy chcą zmodernizować kotły węglowe. W związku z tym składamy teraz do WFOŚiGW kolejny wniosek na 200 kotłów, bo póki co, przyznano nam pieniądze na 100 pieców. I postanowiliśmy, że niezależnie od tego, kiedy te kolejne pieniądze dostaniemy (bo wiemy że Fundusz raczej zaakceptuje naszą propozycję, ale w tym roku jej nie sfinansuje), to wyłożymy nasze gminne środki, żeby każdy, kto złoży wniosek do 31 marca br. miał w tym roku tą sprawę załatwioną. Mogę powiedzieć, że prace już się zaczęły i do końca roku wymienimy te 300 instalacji. A te wnioski, które zostaną złożone po 31 marca, chcemy już ustawić w kolejce na przyszły rok.
Mój zastępca pracuje teraz razem z referatem ochrony środowiska nad zmianą systemu

dotacji, żeby nie było tak jak dotychczas „kto pierwszy, ten lepszy”, ale żeby punktować te zachowania, które najbardziej wpływają na ograniczenie niskiej emisji. Więc jeśli np. ktoś przechodzi na gaz, będzie mieć dodatkowe punkty za to, że redukuje tą niską emisję w znaczniejszym stopniu niż osoba, która instaluje kocioł węglowy. Pewnie będzie jeszcze kilka tego typu argumentów, które mogą zdecydować o dodatkowych punktach, ale będziemy o tym mówić, dopiero, jak wszystko będzie przygotowane.

Podkreślmy jeszcze raz, programy z WFOŚiGW obejmują dofinansowanie do 12 tys. zł, a nasz, gminny, do 5 tys. zł. Co ważne z naszego wsparcia mogą też korzystać przedsiębiorcy. Wtedy dostają 5 tys. zł i za każdy metr kwadratowy powyżej 200 – otrzymują dodatkowe 15 zł. O ile wiem, nie ma tu górnej granicy. Wielu z nich już to robi, ale po spotkaniu z Izbą Gospodarczą doszedłem do wniosku, że jeszcze nie wszyscy o tym wiedzą.

Finansowe wsparcie mieszkańców miasta to bardzo ważny element walki ze smogiem, ale nie można też zapominać o edukacji. W jakim stopniu Pana zdaniem kampanie takie jak „Gmina z (dobrą) energią” są potrzebne?

Myślę, że każda forma edukacji, każda kampania informacyjna jest bardzo istotna. Ta, która wychodzi bezpośrednio od organizacji społecznych czy mediów, zazwyczaj lepiej trafia do mieszkańców. My, urzędnicy, jesteśmy różnie postrzegani i czasem musimy się bardziej starać, żeby dawano wiarę naszym przedsięwzięciom. Dlatego warto byśmy wspierali te inicjatywy, które rodzą się poza urzędem, żebyśmy w nich uczestniczyli, po prostu są o wiele trafniejsze.

Takim przykładem jest działalność Raciborskiego Alarmu Smogowego. Niezależnie od tego, że sprzeczamy się w wielu kwestiach, to dla mnie alarm smogowy jako taki, nie konkretnie raciborski czy rybnicki, tylko ogólnopolski, jest takim wydarzeniem roku. To właśnie ci ludzie zwrócili uwagę na ogromny problem smogu. Wykonali i wykonują ogromną pracę, choć nie zawsze się z nimi zgadzam, bo np. nie zgadzam się z tym, że da się w ciągu roku czy dwóch rozwiązać ten problem, bo ani gmin, ani mieszkańców na to nie stać, nawet gdyby państwo wprowadziło najlepsze rozwiązania. Ale myślę, że w ciągu pięciu – dziesięciu lat, a my może nawet wcześniej, jesteśmy w stanie bardzo mocno tą niską emisję ograniczyć. Wiele gmin w ogóle jeszcze nie wprowadziło żadnych systemów wspierania mieszkańców, oprócz ewentualnie edukacyjnych.

Ja nie chcę mówić, że smog raciborski jest mniej groźny niż np. rybnicki, bo smog to jest smog. Ale u nas jest chyba trochę lepiej: mamy nieco inne miasto, mniej „rozlane”, mamy mniej zabudowy jednorodzinnej niż Wodzisław czy Rybnik, mamy inne tradycje palenia, nie byliśmy nigdy gminą górniczą… Myślę też, że skłonności do palenia mułem czy flotem są trochę mniejsze, chociaż oczywiście są.
Ale dopóki to paliwo będzie dostępne na rynku i dopóki nie będzie zakazu jego spalania, to część mieszkańców będzie z tego korzystać. Stąd tak ważna jest właśnie edukacja. Nie odkrywam tu niczego nowego, ale jak dziecko nauczy się czegoś w przedszkolu, to tak będzie postępowało w życiu dorosłym.

Ważne jest też to, co zrobi samorząd województwa, wiemy, że trwają prace nad podjęciem uchwały antysmogowej. No i pozostaje pytanie o politykę państwa, które przecież opiera się w głównej mierze o energetykę węglową. Trzeba mieć na uwadze to, że nasze elektrownie przede wszystkim spalają węgiel, że ten surowiec u nas występuje. Ale uważamy, że węgiel powinien być spalany w takich instalacjach, które mogą go spalać, czyli mają bardzo ostro nakreślone normatywy spalania: bardzo wysokie temperatury i filtry produkowane np. przez RAFAKO. Takie instalacje nie emitują tego, co emituje pojedynczy dom jednorodzinny. Pewnie państwo się nie zdecyduje na całkowity zakaz sprzedaży pochodnych węgla, ale może przynajmniej wprowadzi konieczność spalania ich w określonych warunkach.

Z jednej strony mamy więc różnego rodzaju dotacje, z drugiej – edukację, ale trzeba też pamiętać o trzecim „filarze”, na którym opiera się walka o czyste powietrze – czyli o karach…

Myślę, że pani redaktor ustawiła właściwą kolejność, to znaczy na pewno edukacja, którą powinno się prowadzić zawsze, od przedszkolaków po dorosłych, później właśnie wspieranie, bo trzeba pokazać mieszkańcom, że nie są sami z tym problemem. Pewnie większość chętnie by się podłączyła do ciepła systemowego, wymieniła kotły węglowe na gaz, ale to wiąże się niestety ze zwyżką kosztów ciepła. Trzeba tez mieć ocieplone domy, wymienione okna, bo skoro trzeba płacić więcej, to należałoby też bardziej oszczędzać to ciepło.
No i oczywiście musi też być system represji. Powinien on być oczywiście stosunkowo ograniczony – to nie może być tak, że ingerujemy bardzo mocno w życie obywateli, musimy działać w ramach tego, na co nam pozwala prawo. Straż miejska nie będzie wchodziła do domów profilaktycznie. Będzie interweniować tam, gdzie jest zgłoszenie albo gdzie widzi, że rzeczywiście są spalane odpady. Bo to, że dzisiaj ktoś pali flotem czy mułem, to nie jest zakazane. I jeśli czytamy, że straż przeprowadziła 100 kontroli i w 90 przypadkach nie potwierdzono spalania odpadów, tylko np. flot, to nie wystawiono mandatów, ani nawet nie udzielono pouczenia, bo nie było ku temu podstaw. Dziś spalanie najgorszych paliw w najgorszych piecach jest dozwolone i tego musimy się niestety trzymać. Tylko jeśli straż ujawni spalanie odpadów, plastików, kawałków mebli czy innych rzeczy, które ludzie uważają za kaloryczne, to można nałożyć grzywnę. I wtedy już nie ma pouczeń, nie ma dyskusji, tylko mandat.

Tak jak już powiedziałem, obecnie działamy już mniej profilaktycznie i nie zapowiadamy kontroli. Chociaż zaczęliśmy od tego, że informowaliśmy, gdzie będą kontrole. Ja uważam, że to działa, bo jeśli wiem, że moja ulica będzie kontrolowana, to bardziej zwracam uwagę na to, co się dzieje, tak samo jest przecież jak policja powie, że np. na Kołłątaja stoi radar, no to człowiek zdejmuje nogę z gazu. Coś w tym gdzieś jest…

No więc każde działanie jest tutaj dobre, represje też, ale przede wszystkim edukacja i wsparcie. Ale tam gdzie ktoś ewidentnie nie chce współpracować, tam powinna być represja w postaci mandatu czy nawet postępowania administracyjnego.

/kc/