Dr Stanisław Małecki – Judym z Rydułtów

4
536
śp. dr Stanisław Małecki 2016

W tym moim podziękowaniu jako proboszcza, wszystko co powiem dyktuje mi serce, a ono ma prawo do pewnych porównań, szczególnie w takich chwilach, jak pożegnanie kogoś takiego jak
dr Stanisław Małecki.
W tym momencie nieodparcie nasuwają mi się na myśl dwaj genialni pisarze: Henryk Ibsen i jego główny bohater z powieści „Wróg ludu”, doktor Stockmann, który poświęcił wszystko dla lokalnej społeczności. Tak się złożyło, że parę dni temu obejrzałem ten spektakl na deskach „Teatru Starego”
w Krakowie, a więc mam tę bezkompromisową postać prawie przed oczyma.
Drugim wielkim pisarzem jest Stefan Żeromski, który w „Ludziach bezdomnych”nakreślił postać szlachetnego doktora Tomasza Judyma.

Panie Doktorze! Już nigdy się nie dowiemy tego od ciebie, ale pytanie możemy postawić. Jak ty to zrobiłeś w swoim życiu, że wszystko co najpiękniejsze w bohaterach wielkiej światowej literatury, zrealizowałeś z takim powodzeniem w swoim życiu rodzinnym, zawodowym i społecznym?
Urodził się w 1945 roku w Andrychowie koło Wadowic, podobnie jak Judym w niezamożnej rodzinie, bo któż to po wojnie był bogaty i tam też wychowywał się obok 9 braci. To musiała być szkoła życia. Opiszcie to żyjący jeszcze bracia, opowiedzcie to waszym dzieciom, niech oni to przeleją na papier, niech to będzie odpowiedź na to wszystko co dzisiaj próbuje się zrobić z rodziną, szczególnie tą wielodzietną –wyśmiać ją, a przecież to są nasze największe skarby.
Kładę wam to na sumienie Kingo, Kaju. Wasz dziadek, ojciec mamy, wspominał Wam, że kiedy bronił Lwowa przed bolszewikami, to karabin był większy od niego. Wielu jego kolegów dziś spoczywa w panteonie cmentarza Orląt Lwowskich, byliśmy tam dwa tygodnie temu z parafianami. Te wspomnienia, jak perły, trzeba przenieść w następne pokolenia i budować na nich postawę tych trzynastu najmniejszych – prawnuków pradziadka, rodem ze Lwowa.

Doktor opowiadał mi kiedyś, że chodził do klasy z obecnym kardynałem Stanisławem Ryłko, to ten purpurat odpowiedzialny w Watykanie za Światowe Dni Młodzieży. Dodam, że to on współtworzył wszystkie przemówienia Janowi Pawłowi II, wygłoszone na pielgrzymkach po świecie.
Musieli tam mieć bardzo dobrą polonistkę i historyka w Liceum, bo poziom tych przemówień, bardzo często obok teologii głęboko zanurzonych w literaturze i historii, nie podlega żadnej dyskusji. Nie dziwota, że przyjaźnili się do końca życia, a i teraz jestem pewien, że kolega tam u św. Piotra w bazylice poleci jego duszę. Wybierzmowany przez kardynała Karola Wojtyłę z takiego więc środowiska, z takiej katolickiej ziemi Beskidu Żywieckiego, z takiej pięknej rodziny wyszedł i wszystko to przeniósł do nas, do naszej śląskiej ziemi, którą ukochał nad życie i chyba tylko serce mu trochę zawsze drgnęło, gdy przy dobrej pogodzie z Rydułtów mógł dostrzec, choć trochę inny z nazwy, ale zawsze ten sam przepiękny Beskid. Lubił o nim śpiewać, bo kochał tę krainę nad życie, a po ojcu, zostało mu umiłowanie Ojczyzny, które realizował w harcerstwie, z wszystkimi jego ideałami.

Wzorzec rodziny wynosi się z domu rodzinnego i taką też rodzinę stworzył wraz z żoną Krystyną. Ślubowali sobie u świętej Anny w kościele akademickim na trakcie królewskim w Warszawie, gdzie ich miłości przyglądał się i król Zygmunt, a babcia Pana Jezusa -św. Anna upraszała potrzebne łaski.
Tak to się zaczęło, a Bóg błogosławił, bo bez tego trudno być wspaniałym, dobrym, kochający mężem i cudownym ojcem pięciorga dzieci. Gdy dzieci były małe -zawsze znajdował dla nich
czas, gotowy do zabawy nawet po dwóch dniach dyżurów. Prawdziwy przykład dla nas –mówią dzieci, które wychowują wnuki. Radosny z ogromnym poczuciem humoru. Lubił śpiewać pieśni harcerskie i góralskie. Miłośnik gór. Świetnie grał w siatkówkę.

Cóż powiedzieć rydułtowski Judymie?
Że byłeś wspaniałym lekarzem, chirurgiem o niesłychanej wrażliwości. Wszyscy to wiedzą… i niech naśladują ci młodzi. Pracował, a właściwie służył swoją pracą społeczności Rydułtów i okolic 47 lat. Nigdy nie oczekiwał wdzięczności, podziękowań -lekarz z powołania. Szczęśliwy, że syn Bartosz poszedł w jego ślady, że został specjalistą jego umiłowanej chirurgii. Chirurgii, która była jego życiową pasją. Zawsze gotowy nieść pomoc. Dzień i noc na dyżurze.
Głęboko wierzący człowiek. Ufał Opatrzności i Jej się powierzał. Ostatnio go podejrzał nasz kapelan szpitalny – ks. Michał Kuś, bo zauważył dyskretnie ukryte książki, nie jakieś lekkie i przyjemne, ale teologiczne. Chyba się Stanisławie szykowałeś do nowej specjalizacji, bo byłeś perfekcjonistą, ale tym razem niebiańskiej.

Zawsze przyjmował wszystko, co zostało mu dane. Także chorobę, z którą się zmagał. Pamiętam, jak córki opowiadały mi o swoistego rodzaju cudzie, gdy w 2002 roku cudownie uratowany z ciężkiego stanu pozawałowego, operowany w święto MB z Lourdes w Zabrzu, wróciłeś, nie oglądając się za siebie, by służyć jak Judym nadal. Z wdzięczności za ten cud uzdrowienia odbył wraz z całą rodziną pielgrzymkę dziękczynną do Lourdes.
Pozostawił po sobie wiele dobra. Całe życie służył innym. Materialnie nic nie zgromadził. Za to ma
pełen skarbiec w Niebie. On chyba dosłownie zastosował polecenie Pana Jezusa: „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje” (Mt 6, 19-21). Tego jesteśmy pewni.

Zawsze był gotowy nieść pomoc. Nawet rezygnując ze swojego czasu, czy odpoczynku. Przedkładał służbę drugiemu człowiekowi nad swoje zdrowie. Nigdy na nic nie narzekał, ani się nie skarżył. Gdy przyszło mu zmagać się z ciężką chorobą przyjmował ją cierpliwie. Był tak wrażliwy na dobro i cierpienie drugiego człowieka, że to wzruszało nas całe życie. Czterokrotny radny powiatu wodzisławskiego. Motywacją do pełnienia tej służby -bo kandydowanie pojmował również w ten sposób – było ratowanie rydułtowskiego szpitala, by mógł służyć mieszkańcom Rydułtów i okolic. Tu byłeś jak ów doktor Stockmann z powieści Ibsena. On wolał zadrzeć nawet ze swoim bratem burmistrzem i całym ówczesnym mainstreamem, niż dać się sprzedać. Doktorze ty zrobiłeś to samo, bo dobrze wiedziałeś, że tego szpitala trzeba bronić ze wszystkich sił. Baczcie na to wszyscy decydenci, to jego testament, który trzeba uszanować dla dobra powierzonego sobie ludu.

Żegnamy Cię nasz Judymie. Patronuj tam z góry sługom, tym od ciała –lekarzom, tym od dzieci –
rodzicom, tym od ducha – kapłanom, których tu aż dziesięciu dziś  przybyło, by się modlić za ciebie. Amen!

Ks. Stanisław Juraszek, proboszcz parafii Matki Bożej Uzdrowienia Chorych w Rydułtowach – Orłowcu
oprac. /kc/

fot. Parafia Matki Bożej Uzdrowienia Chorych w Rydułtowach – Orłowcu