1 listopada powinien być dla wierzących dniem radosnym

2
18
Dzień Wszystkich Świętych Wodzisław Fotorelacja 2016
Początek listopada wiąże się z refleksją nad nieuchronnością śmierci i wspomnieniami o bliskich, którzy już odeszli, ale może być także inspiracją do wprowadzenia zmian we własnym życiu. „Potem ujrzałem wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy. I głosem donośnym tak wołają: „Zbawienie Bogu naszemu, Zasiadającemu na tronie i Barankowi”. Tak jak Apokalipsa kojarzy się większości z nas z historią co najmniej niepokojącą, tak też święto Wszystkich Świętych uważane jest za smutne i przepełnione nostalgią.
 
 
A przecież 1 listopada powinien być dla wierzących dniem radosnym, pełnym nadziei i poczucia wspólnoty z tymi, którzy odeszli wprawdzie z tego świata, ale żyją już w innej rzeczywistości i chcą nam pomagać w wędrówce do Nieba. Skład Apostolski zawiera przecież słowa o „świętych obcowaniu”. Czy jednak zastanawiamy się, co to oznacza? Czy pozwalamy sobie na zadziwienie z jednej, a ufność z drugiej strony? Jeśli osoby już za życia uważane za święte, potrafią trwale przemieniać ludzi wokół siebie, to jaką siłę mają po przekroczeniu „granicy życia”… Mamy więc „na tamtym świecie” potężnych orędowników, musimy sobie tylko o tym przypomnieć.
 
 
Jednak wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych, przypadające 2 listopada, ma być dniem modlitw za tych, którzy jeszcze nie osiągnęli wiecznego szczęścia. Uroczystość Wszystkich Świętych obchodzona jest od ponad tysiąca lat, ale nie zawsze przypadała w tym samym terminie co dziś – w średniowieczu odbywała się ona w maju lub czerwcu. Dopiero w X wieku papież Jan XI wyznaczył święto ku czci Wszystkich Świętych na pierwszy dzień listopada. Od początku jednak podkreślano radosny wymiar tej uroczystości oraz prawdę, że świętymi są nie tylko „wyniesieni na ołtarze” przez Kościół, ale także ludzie anonimowi dla ogółu wierzących.
 
 
W świadomości wielu ludzi (także za sprawą władz PRL, które próbowały nadać temu świętu świecki charakter) „Wszystkich Świętych” to „Święto Zmarłych” – smutny i raczej ponury dzień. Jednak wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych, przypadające 2 listopada, ma być dniem modlitw za tych, którzy jeszcze nie osiągnęli wiecznego szczęścia. Od XIII w. Dzień Zaduszny jest obchodzony w całym kościele, a jego celem jest ulżenie duszom przebywającym jeszcze w czyśćcu. Stąd zachęta do udziału w tym dniu w Mszy św., odwiedzenia cmentarza, odmówienia chociażby krótkiej modlitwy. Warto również w tym czasie uświadomić sobie, że „przy całej swej trosce” nikt z nas nie dołoży choćby chwili „do wieku swego życia”. Zdanie to nie musi jednak prowadzić jedynie do przygnębiającej refleksji, ale przeciwnie – może stać się szansą na przewartościowanie swojego życia tak, aby „u kresu dni” nie mieć poczucia, że je zmarnowaliśmy. 
 
 
Odwiedzając groby bliskich, przypominamy sobie także o tym, co nas z nimi łączyło i próbujemy znaleźć trochę czasu na wspomnienia. „Nikt nie jest samotną wyspą”, a listopadowa aura jest dobrą okazją do ponownego przemyślenia tego stwierdzenia.
 
 
/kc/