Kabaret Hrabi w Raciborzu

2
206
hrabi.jpg
Kabaret Hrabi wystąpił w Raciborskim Centrum Kultury 20 listopada. Zaprezentował skecze pełne starannie przygotowanych tekstów i doskonałej gry aktorskiej. Oprócz tego że bawili, potrafili także skłonić do refleksji i wykrzesać z widza emocje jakich na pewno się nie spodziewał. Swój występ zadedykowali również Krzyśkowi walczącemu z chorobą. Po przedstawieniu odbyła się zbiórka pieniędzy na leczenie Krzysztofa.
 
 
 
 
 
Kabaret Hrabi:
Joanna Kołaczkowska – Pierwsza Dama Kabaretu. Publiczności dała się we znaki już w legendarnej grupie Potem. Teraz występuje na scenie i matkuje młodszym, mniej doświadczonym zespołom.  
Dariusz Kamys – Lider i napęd zespołu. Też występował w kabarecie Potem, a potem… wraz z Grzegorzem Halamą w Hi-Fi, a potem… założył Hrabi.  
Tomasz Majer – Niezwykle wysoki, ale niezmiernie towarzyski. Talent obdarzony charakterystycznym uśmiechem. Też doświadczony kabaretowo.  
Łukasz Pietsch – Muzyk i maskotka zespołu. Równie dobrze gra na scenie, na instrumentach, jak na boisku.
 
Apel o pomoc dla Krzysztofa 
 
To może być historia każdego z nas…
Tak wiele słyszy się o chorobach, trudnym leczeniu, dochodzeniu do zdrowia, ale też niestety o smutnych zakończeniach. Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wielkie jest to wyzwanie dla chorego i jego bliskich, dopóki sami nie jesteśmy zmuszeni się z tym zmierzyć. Dopóki sami nie stajemy się częścią takiej właśnie historii.
Mówi się, że profilaktyka to połowa sukcesu w walce o dobre zdrowie. Krzysztof też w to wierzył. Zdrowo się odżywiał. Prowadził aktywny tryb życia. Nie palił. Po prostu – dbał o swoje zdrowie.  Coś jednak poszło nie tak. Wczesnym latem tego roku, po długotrwałym leczeniu uporczywego kaszlu lekarz prowadzący zlecił wykonanie badania RTG płuc. Diagnoza była jak wyrok – guz płuca sporej wielkości.
 
 
 
 
Krzysiek to młody, ambitny, pełen planów na życie mężczyzna. Ma dopiero 46 lat. Architekt, z zamiłowania malarz, serdeczny kolega i wspaniały człowiek. Kocha ludzi, kocha zwierzęta, kocha życie.  Przyjaciele znają go, jako niepoprawnego optymistę, z wielkim szacunkiem i zachwytem dla świata.
Niestety, lekarze z warszawskiego Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc po otrzymaniu badania histopatologicznego nie pozostawili Krzysztofowi złudzeń. To adenocarcinoma, gruczolakorak płuca, co w realiach klasycznej medycyny oznacza właściwie wyrok śmierci. W tak młodym wieku mężczyźni z takim rozpoznaniem nie przeżywają roku. W dodatku pojawiły się przerzuty do węzłów chłonnych wnęk płuc, w oskrzelach głównych również widoczne były już zmiany. Taka diagnoza jednoznacznie uniemożliwiła wykonanie resekcji płata płuca wraz z guzem. Jedyna propozycja lekarzy to chemioterapia i ewentualnie radioterapia, które z góry zostały określone, jako paliatywne.
Być może wiele osób poddałoby się już w tym miejscu. Ale nie Krzysiek, on ma ogromną wolę walki o siebie.
Pomimo kiepskich rokowań podjął leczenie chemioterapią: 6 dożylnych kroplówek z lekami, a po tygodniu tzw. dolewka, dwa tygodnie przerwy. Po pierwszym cyklu Krzysztof czuł się bardzo źle. Leki przeciwwymiotne nie skutkowały, utrzymanie w żołądku choćby kilku łyków wody graniczyło z cudem. Efektem tego było odwodnienie i ogromne bóle nerek. Mimo to Krzysiek dzielnie walczył i znosił ból. Drugi cykl chemioterapii to był już prawdziwy koszmar. W przeciągu 6 tygodni Krzysztof stracił na wadze 9 kg i po drugim cyklu ważył ledwie 61 kg. Co najgorsze, efekt leczniczy został określony, jako znacznie poniżej oczekiwanego. Co to oznaczało dla Krzysztofa? Zanim chemia pokonałaby raka, wcześniej ta chemia pokonałaby jego…
Wielka wola życia Krzyśka, wiara jego i jego bliskich, że musi być inna droga, wytrwałe poszukiwania dały efekt. Okazało się, że rak adenocarcinoma płuc nie musi oznaczać ostatecznego. Jest metoda gwarantująca pełne wyleczenie, bez niszczenia zdrowych komórek. Krzyśka rodzinie udało się skontaktować z lekarzem z Niemiec, który leczy takie przypadki z ogromnym sukcesem. Krzysztof poznał osobiście 4 osoby, które trafiły do tego lekarza właściwie w stanie terminalnym, a teraz są zdrowe. Cuda? Może tak, a może otwarta głowa lekarza i odpowiedni dobór terapii…
Krzysiek nie jest pierwszy, który przeciera szlak tej alternatywnej metody, ale mocno wierzymy, że będzie wkrótce mógł się podzielić swoimi doświadczeniami z innymi "w potrzebie". Do listopada Krzysztof był już na dwóch tygodniowych terapiach w Niemczech.  W badaniu kontrolnym TC po drugiej terapii guz wyraźnie się zmniejszył. Zniknęły zmiany w oskrzelach głównych, węzły wnęk płuc są czyste. Terapia przynosi efekty! To, czego nie udało się osiągnąć dzięki leczeniu w szpitalu, udało się w Niemczech.
Niestety koszty tej terapii kładą się ogromnym cieniem na Krzyśka przyszłość. Wstępnie zostały one określone na kwotę 80 000 euro. Kwota poza zasięgiem Krzyśka, nawet przy pełnej mobilizacji jego rodziny i przyjaciół. Mówi się, że nie da się wycenić ludzkiego życia, że jest bezcenne. Jednak życie Krzysztofa ma określoną cenę. To 80 000 euro. Dlatego zwracamy się z ogromną prośbą o wsparcie finansowe jego terapii. Każda złotówka ma sens. Krzysiek ma ogromną szansę. Terapia działa. A każda złotówka daje mu szanse na życie i oddaje Krzyśka jego bliskim i przyjaciołom. Nie pozwólmy na to, aby pieniądze zadecydowały o tym, czy Krzysztof ma żyć, czy umrzeć. Oni potrzebują Krzyśka… Krzysiek potrzebuje Was! Dziś jesteśmy królami życia, jutro możemy stanąć przez obliczem podobnego wyzwania… Wierzymy, że dobro wraca i bardzo liczymy na Waszą pomoc.
 
Krzysztof jest podopiecznym fundacji Avalon. Osoby, które chciałyby pomóc, mogą dokonać wpłaty na konto fundacji Fundacja Avalon   BGŻ BNP Paribas  62 1600 1286 0003 0031 8642 6001 z dopiskiem Szendzielorz, 4661
 
Można wesprzeć Krzysztofa ofiarując 1% od podatku wpłacając go na subkonto Krzysztofa w Fundacji Avalon  KRS: 0000270809 BGŻ BNP Paribas  62 1600 1286 0003 0031 8642 6001  z dopiskiem Szendzielorz, 4661 
 
Fot. Anna Łapka 
/j/