Wodzisław: Sensacyjne odkrycie archeologiczne

2
37
mamut2.jpg

Tysiące lat temu pokryte długą sierścią zwierzę przemierzało dziesiątki kilometrów w poszukiwaniu świeżej, zdatnej do zjedzenia trawy. Było całkowicie roślinożerne. Wędrowało, tak jak dzisiejsze słonie indyjskie, w stadzie. Stado liczyło sobie kilkanaście, kilkadziesiąt sztuk. Przewodziły mu samice. To one opiekowały się potomstwem. Samce odłączały się od grupy i przemierzały sobie tylko znane ścieżki w samotności lub w niewielkich grupach. Prawie 5 ton mięsa sunęło rzadko napotykając jakikolwiek opór materii. W naturze właściwie nie miało wrogów. Może tylko młode osobniki padały z rzadka ofiarami drapieżników. Podobnie jak dzisiaj właściwie jedynym zagrożeniem był dla nich człowiek… Kilku, może kilkunastu ludzi ubranych w skóry, półnagich skradało się do nich w grupie. Powietrze przecinały strzałki oszczepów o kamiennych grotach. Zdezorientowane zwierzęta biegły w kierunku specjalnie przygotowanych pułapek – dołów z zaostrzonymi palami.

 

Mammuthus primigenius. Mamuty włochate. Kość takiego właśnie zwierzęcia odkryto w niewielkim stawie w dzielnicy Wodzisławia Zawadzie (przy ulicy Młodzieżowej). Mierzący 176 centymetrów cios (niewłaściwie nazywany także kłem) znalazła mała dziewczynka, która wypatrzyła go w mule odsłoniętym przez wysychający zbiornik. Cios należał prawdopodobnie do młodego osobnika. Świadczy o tym długość ciosu; u dorosłych osobników mogą one bowiem liczyć nawet do 5 metrów. Nie wiemy jeszcze jak się tam znalazł. Czy młody mamut stał się ofiarą łowieckich oszczepów? Czy powaliły go brutalne zabawy z innymi członkami stada? A może zabrała go choroba? Archeolodzy i paleontolodzy próbują odpowiedzieć na to pytanie. Z zewnątrz cios wygląda doskonale, ale jaka jest jego struktura? Nie wiadomo. Fragment szkieletu leżał w wilgotnym środowisku kilkanaście, może kilkadziesiąt tysięcy lat. Jak będzie zachowywał się w suchym środowisku muzeum? Także nie wiadomo. Tu potrzebna jest solidna praca konserwatorów.

 

Dyrektor wodzisławskiego muzeum Sławomir Kulpa Sławomir Kulpa chciałby, żeby w przyszłości cios znalazł eksponowane miejsce właśnie w jego placówce. To cenny nabytek dla muzeum. W dniu znalezienia kości prehistorycznego zwierzęcia telefony po prostu nie przestawały dzwonić. Pod budynkiem znalazły się wszystkie opiniotwórcze telewizje w kraju: TVN 24, TVP iNFO, POLSAT NEWS. Trudno zliczyć mikrofony rozgłośni radiowych, dyktafony dziennikarzy prasowych. Odnalezienie ciosu to tylko pierwszy krok, by wyjaśnić zagadkę mamuta. Prace konserwatorskie, datowanie znaleziska izotopem węgla C14, eksploracja miejsca, w którym mamut objawił się światu. Kulpa wskazuje: – Mamy cios zwierzęcia. To fantastycznie, ale to tylko fragment dużo szerszej całości. Wyizolowany z kontekstu. A nam o ten kontekst właśnie chodzi. Znaleźć cały szkielet. Może natrafić na osadę ludzi, którzy mogli mamuta zabić. Wtedy mielibyśmy do czynienia z pierwszym śladem aktywności ludzkiej w Wodzisławiu. Może być również tak, że mamy do czynienia nie ze szkieletem mamuta, ale z jego bagienną mumią.  – Szanse na to oczywiście są, ale sam dyrektor mówi, że w miejscu, w którym znajduje się staw, kiedyś znajdowała się rzeka. To oznacza również, że cios mógł się znaleźć tam przypadkowo, niesiony przez wodę.

 

Nad znaleziskiem archeologicznym pochyla się prezydent Wodzisławia Śl. Mieczysław Kieca. (zdj. Muzeum Wodzisław Śląski)

 

 

Nad fragmentem szkieletu mamuta pochylają się teraz wybitni znawcy tematu. Dyrektor Kulpa skontaktował się w tej sprawie już z ekspertami w tej dziedzinie. Nad wodzisławskim mamutem pochyli się np. wybitny znawca przedmiotu (epoki paleoitu) profesor Jan Michał Burdukiewicz z Uniwersytetu Wrocławskiego. Dyrektor Kulpa podsumowuje fascynację mamutem: mamut skłania do refleksji. Zmusza do myślenia o przemijaniu, do myślenia o tym, że każdy z nas kiedyś umrze. Że kiedyś może wyginąć i ludzkość. I wtedy sami będziemy jak  mamuty.